Wreszcie Nepal !

niedziela, 6 marca 2011

Ostatnie dni w Indiach uplynely nam spokojnie… Niecierpliwie odliczalismy kilometry oddzielajace nas od Himalajow. Wyjezdzajac z Indii minelismy kilka wojskowych budynkow jednak  nie bylo tam zadnego szlabanu czy umundurowanego czlowieka proszacego o passport. Jechalismy wiec dalej … Po okolo 10 km wokol nas bylo pelno ludzi patrzacych na nas bardziel skosnymi oczami niz Hindusi;) Zaskoczylo nas to ze mozna wjechac do kraju bez wizy I odprawy paszportowej. Wrocilismy sie zeby dopelnic wszystkich formalnosci – obsluzyl nas pan w trampkach I sweterku.

Odcinek od granicy do Katmandu to niekonczacy sie ciag serpentyn, stromych podjazdow I zjazdow. Droga pelna jest trabiacych, starych autobusow, rozpedzonych ciezarowek, motorow I pieszych.

W Katmandu zatrzymalismy sie w najpopularniejszej wsrod turystow dzielnicy Thamel. Mozna tam kupic praktycznie wszystko. Nepal jest jednym z nielicznych krajow na swiecie gdzie mozna legalnie sprzedawac podrobki znanych marek. Glownie The North Face, Mamut, Lafuma, Marmot… Biznes ten jest tak rozwiniety ze nie sposob kupic skarpetki inne niz The North Face!;) Okupilismy sie wiec w sprzet trekingowy typu “very good copy”! Co ciekawe w kazdym sklepie sprzedawcy zarzekaja sie , ze ich towar jest “waterproof” – tyczy sie to wszystkiego od butow po kubek!;)

Na Thamelu, w jednej z wielu agencji trekingowych, skozystralismy z darmowej inrofmacji aby rozwiac ostatnie watpliwosci I dokladnie okreslic trase naszego trekingu.  

Zdecydowalismy, ze poza zdobyciem zaplanowanego Annapurna Base Camp zrobimy takze kilkunastodniowa trase Annapurna Circuit czyli okrazymy caly masyw tej pieknej gory. Biegnie ona przez przelecz Thhorung La polozona na wysokosci 5416m npm.  Nastepnego dnia zalatwilismy wszelkie pozwolenia, zostawilismy nasze rowery I sakwy w hotelu  I pojechalismy autobusem do Besi Sahar gdzie rozpoczyna sie szlak.  Juz sama jazda autokarem okazala sie ekstramalna! Czulismy sie jak by nasz pojazd prowadzil kierowaca karetki pedzacy na pilne wezwanie! Rozpadajacym sie TATA z duza predkoscia wchodzil w zakrety, wyprzedzal gdzie popdanie I nic sobie nie robil z przepasci jaka zaczynala sie 5m od drogi. Gdy przesiedlismy sie na mniejszy, przepelniony autobus zajelismy miejsce na dachu. Latwiej chyba zeskoczyc z gory w razie kolizji;) Dla miejscowych  ludzi to koniecznosc , dla nas to byla duza frajda!  Potem gdy nadazala sie okazja jazdy na dachu zawsze jechalismy na gorze.
Rozpoczelismy trekking! Juz pierwszego dnia dolaczyl do nas Tony – psychiatra z Australii. Stal sie naszym wiernym kompanem przez peszte treku. Pogode mielismy piekna. Kazdego dnia pojawialy sie ogromne szczyty. Najpierw Manaslu 8156 m npm , potem Annapurna II 7937 m npm, Annapurna IV 7525 m npm I Gangapurna  7455 m npm.
Na trasie pelno jest klimatycznych, nepalskich wiosek w ktorych zatrzymywalismy sie na nocleg. Sa tam hotele przypominajace nasze gorskie schroniska oraz duza ilosc Guest House – tradycyjnych wiejskich domow zaadaptowanych pod potrzeby turystow. Sa to rodzinne biznesy gdzie kobieta gotuje, dzieci kelneruja a mezczyzna dba o otoczenie oraz czesto pracuje jako tragarz.  Nasza ulubiona potrawa byl Dal Bath – danie z ryzem, gesta zupa z soczewicy, warzyw curry, ostrich pikili I chlebka papad. Najwieksza zaleta tej potrawy jest jej rozmiar! Gospodyni dorzuca w/w jedzenia az sie powie dosc!
Po 5 dniach doszlismy do wioski Manang (3540m npm). Zgodnie z zaleceniami zostailsmy tam jeden dzien dluzej w celu aklimatyzacji. Odbylismy spacer na pobliskie wzniesienie (ponad 4000m npm).
 Kolejna noc spedzilsmy w wiosce Yak Kharka ( 4108m npm). Kolejnego dnia dotarlismy do Thorung Phedi (4450m npm). Znajduje sie tam hotelik z przepieknym widokiem na doline I otaczajace szczyty. Przed kluczowa przelecza jest jeszcze jeden hotel High Camp (4925m npm). Wszyscy jednak odradzaja nocowanie tam ze wzgledu na bardzo niskie temperatury, trudnosci z oddychaniem I spaniem.
Nastepnego dnia o 4tej rano bylismy gotowi zeby isc wyzej. Jednak zamiast gwiezdzistego nieba zobaczylismy ciemne chmuryi pruszacy snieg. Zostalismy wiec w Thorung Phedi oczekujac na lepsza pogode. Snieg jednak nie przestawal padac… Utknelsmy tam z 3ma innymi osobami : Mel I Abi –dziewczyny ze Szkocji, Uri – zolnierz z Izraela I Tony – wspomniany Australijczyk. A snieg padal I padal…
Po 20tej do hotelu wpadli osniezeni ludzie: 2 dziewczyny z Kanady, para z Belgii I Hiszpan. Byli przerazeni I zmarznieci. Dostali informacje w Manang ze warunki sa ok I ze moga isc. Prawda byla taka ze wszedzie byly juz duze zaspy sniegu I ze kompletnie nie widac szlaku. Po ciemku na kolanach  odkopywali snieg w poszukiwaniu sciezki. Torowali droge na oslep przez polmetrowe zaspy. Widocznosc byla na tyle zla , ze cudem postrzeli swiatlo z naszego hotelu.Odcinek ktory normalnie robi sie w 2 godziny oni pokonali w 5h.
Padajacy przez kolejene dni snieg calkowicie odcial nas od swiata.Zarowno powrot ta sama droga jak I pojscie wyzej bylo niebezpieczne.  Wszedzie panowala minusowa temperature. Wszystko bylo zamarzniete – z toaletami wlacznie! W jadalni gdzie wszyscy siedzielismy bylo tak zimno ze bylismy ubrani we wszystko co mielismy I siedzielismy zapieci po szyje w spiworach puchowych.  Czas nam mijal na cwiczeniu jogi, grze w karty, w mafie oraz na rozmowach I naradach jak wybrnac z tej sytuacji. Niestety takze jedzienie nam nie sprzyjalo – praktycznie kazdy mial problem z zoladkiem.  Od samego bolu brzucha po ostre wymioty wlacznie. A snieg padal…
Nastepnego ranka pojawilo sie slonce! Do naszego hotelu przyszedl Nepalczyk z High Campu. Zadecydowalismy, ze kilka osob pojdzie po jego sladach do gory I oceni czy mozna pojsc dalej.Poszlismy My , Uri I Tony.  Szlo sie ciezko. Odcinek ktory zwykle zajmuje ok 1h my szlismy ponad 2h. Nasza opinia byla jednoznaczna  - nie damy rady pojsc wyzej.
Po powrocie do Thorung Phedi wspomniany Nepalczyk z High Campu o imieniu Dopa zaproponowal nam, ze przeprowadzi nas przez przelecz. Tweirdzil. ze przeszedl ja mnostwo razy I nie bedzie mial problemu z odnalezieniem szlaku w sniegu. Jego cena to 20$ od glowy. To co mowil brzmialo bardzo wiarygodnie wiec zaufalismy mu.  Zgodnie z jego zaleniami na kolejna noc przenieslismy sie do High Campu.
Zeby zmniejszyc zagrozenie lawinowe ruszylismy bardzo wczesnie (ok 4.30) gdy snieg jest jeszcze zmrozony. Czolowki oswietlaly nam droge. Dopa na zmiane z kolega torowali nam droge a my szlismy w slad za nimi.  Dwie godziny pozniej zaczelo wschodzic slonce. Okolo 11tej bylismy na przeleczy. Do Muktinath gdzie zostalismy na noc dotarlismy przed zmrokiem.
                                (rainbow team...)
Przez kolejne dni podoga byla piekna. Pokazala sie nam Annapurna I 8091 m npm oraz Dhaulagiri 8167m npm.
Doszlismy do wioski Tatopani 1190m npm. Wysoka temperatura, drzewa pomaranczowe I bananowce w naszym hotelowym ogrodzie oraz gorace zrodla spowodowaly ze zostalismy tam o dzien dluzej. Objadalismy sie owocami I zazywalismy goracych kapieli wspominajac zasniezona przelecz;).
Rozstalismy sie tam z Tonym  I juz we dwojkezmierzalismy do Gorepani – wioski lezacej na trasie do Annapurna Base Camp. Niestety nie obeszlo sie bez przygod zdrowotnych – Gosia odmrozila sobie na przeleczy palucha . Zgodnie z zaleceniami lekarza nie wrocilam juz w zasniezone gory (teraz palec ma sie dobrze;).
Na Annapurna Base Camp Lukasz wszedl sam.
Z gor zjechalismy do Pokhary – drugiego pod wzgledem wielkosci miasta Nepalu. Miejsca godne zobaczenia sa dosc rozrzucone po okolicy wiec stwierdzilismy, zeprzydal by sie nam jakis pojazd. Nasze rowery byly w Katmandu, moj palec potrzebowal odpoczynku wiec strzalem w 10tke okazal sie skuter! Objechalismy cale miasto, trase widokowa wokol jeziora Phewa – wizytowki miasta oraz trafilismy do wioski dla tybetanskich uchodzcow.  Za caly dzien niezlej zabawy zaplacilismy 500 rupii czyli ok 20zl.
Z Pokhary pojechalismy na 2 dniowe safari do rezerwatu Chitwan. Pierwszego dnia plywalismy canooe tropiac krokodyle (normalnie forfit szwagier !)
Potem udalismy sie na Jungle Walk –czyli spacer po dzungli z 2 przewodnikami, ktorzy do obrony przed dzikimi zwierzetami maja tylko bambusowe kije. Nasz przewodnik przemieszczal sie bezszelestnie nasluchujac I “nawachujac”zwierzyne (my w ciezkich trekingowych butach poruszalismy sie mniej zgrabnie;). Zatrzymywal sie co chwile I pytal sie nas szeptem np. : Czy czujecie nsorozca??;) Analizowal slady I odchody… Gdy cos zweszyl kazal nam np. przykucnac w krzakach I czekac… potrafil budowac napiecie;). W miedzyczasie gdzy on tropil nosorozca nosorozec wytropil nas! Stanelismy 20m metrow od wielkiego rhino z jego malym dzieckiem. Nasz przewodnik wydal tylko jedna komende : run!!!! Uciekalismy zygzakiem chyba przez 200m poczym wskoczylismy na drzewa. My sie ubawilismy , nasz przewodnik byl przerazony! 

Kolejnego ranka eksplorowalismy dzungle na sloniu – to swietny sposob na zobaczenie zwierzat bo zapach slonia maskuje ludzki  zapach przez co zwierzeta sie nie plosza.
Teraz jestesmy w Katmandu. Planujemy zobaczyc jeszcze doline Katmandu I wracamy do Polski!
Pozdrawiamy Was goraco!

8 komentarze:

Anonimowy,  6 marca 2011 11:19  

Po pierwsze: no wreszcie! ile można było czekać na kolejny wpis!
Po drugie: za to jaki wpis! aż się spociłem podczas czytania!
Pewnie teraz cieszycie się z powrotu do domu, ale szybko po powrocie zatęsknicie za kolejną wyprawą, za powrotem w te miejsca...ehh, wiem co mówię, cieszcie się ostatnimi chwilami!
pozdrawiam i czekam na bezpośrednią relację
Jaro

Anonimowy,  6 marca 2011 11:59  

Nareszcie! Cieszcie się tak jak pisze Jaro każdym dniem. Pozdro! Kwazar

Anonimowy,  6 marca 2011 23:07  

Trochę nas przetrzymaliście z tym wpisem... tak nie można, nie dość że włos na głowie niezbyt bujny, to w kondycji mu nie pomogliście ;) Za to foty i relacja... eeech - takim to dobrze :) Nie możemy się już doczekać Waszego powrotu. Ściskamy. Kasia i Paweł

Anonimowy,  7 marca 2011 02:32  

Oj tak, zaczynaliśmy się już niepokoić. Ale jak widzimy humor Wam dopisuje więc i my uspokojeni;)
Ściskawki M&M

Anonimowy,  7 marca 2011 15:19  

w pompe

Anonimowy,  21 marca 2011 15:27  

Dobrze się bawicie, a czas leci i przyszła do nas wiosna:) Jeszcze trochę nieśmiało, ale powoli powoli się rozkręca. Z tych upałów jak wrócicie to chyba z polarami się nie rozstaniecie :)
Korzystajcie jak najwięcej się da, z uroków wyprawy.

PS. Łukasz karnacją daleko od Nepalczyków nie odbiegasz, hihi

Pozdo Tomek Ch.

Anonimowy,  26 marca 2011 03:44  

hey hey!
Great pictures, the only rhino I saw was 50 meters away and I could only see his ass before it goes to the jungle! :)
I hope you are OK and not too sad to come back to work :)
i'm back from sagarmatha and it was awesome! I didn't do the 3 passes, it's for the next time (after Poland, hey)
oh I couldn't find you on couchsurfing! Send me a message at this profile: couchpatate so I can add you in my contact list!
cheers,
julien

Anonimowy,  4 października 2011 07:18  

Świetne zdjęcia, no i cała podróż. Mam pytanie. Macie co robić w lutym? Otóż mój nauczyciel Biologii - Grzegorz Lorek, organizuje co roku wyjazd na Rycerzową, gdzie zaprasza właśnie ludzi inspirujących - czyli takich jak Wy! Z chęcią posłuchał bym was na żywo :)

sliwinski.cyryl@gmail.com - ewentualny kontakt ;)

Prześlij komentarz