Indie - pierwsze starcie...

piątek, 28 stycznia 2011

Po 3 godzinach lotu z Moskatu, z dusza na ramieniu ale szczesliwie wyladowalismy w Bombaju. Wiedzielismy, ze moze byc ciezko ale to co tam zobaczylismy przeroslo nasze najsmielsze oczekiwania! Juz na samym poczatku porazila nas ogromna ilosc ludzi ktorzy sa doslownie wszedzie! Mieszkaja na ulicy, gotuja, jedza, myja sie, spia i umieraja... W samym Bombaju mieszka prawie 20 mln ludzi - w calej Polsce 38mln. Poruszanie sie po tym miescie na rowerze nie jest latwe. Drogi zapchane sa nieustannie trabiacymi autami, rikszami i ciezarowkami pomiedzy ktorymi chodza ludzie, krowy, kozy... Na dodatak obowiazuje tu ruch lewostronny. Jednak glowna zasada jest brak zasad. Mozna jechac jezeli tylko da sie wcisnac! W tym wszystkim najbradziej dolujacy sa zebrajacy ludzie a zwlaszcza dzieci. Na kazdym kroku dostrzegamy wpatrzone w nas oczy ludzi proszacych o pomoc. Gdy musimy sie zatrzymac, np. na czerwonm swietle w sekundzie znajduja sie kolo nas dzieci - brudne, glodne, ciagna nas za nogawki i prosza o pieniadze. Najmilszym akcentem w Bombaju byla wizyta u Lucile i Mots - milego francuzko-hinduskiego malzenstwa poznanego przez Couch Surfing. Spedzilsmy z nimi 1,5 dnia.
Poniewaz nasze urlopy koncza sie w zawrotnym tempie trase z Bombaju do Agry przejechalismy pociagiem. Ten etap podrozy nie nalezal do przjemnych. Przez pociag przetaczala sie ogromna ilosc krzyczacych ludzi chcaca sprzedac doslownie wszystko - od herbaty po breloczyki, klodki, lancuchy, zabawki... Niestety tam tez bylo pelno zebrajcych ludzi...
Pierwszym miejscem ktore zroblo na nas pozytywne wrazenie byl Taj Mahal. Ta chyba najbardziej rozpoznawalna indyjska budowla na swiecie cala wykonana jest z bialego marmuru. Ma ona uwieczniac wielka milosc Szacha Dzahana do Mumtaz Mahal;) Jej idealne proporcje robia wrazenie! Udalismy sie tam wczesie rano zeby podziwiac to cudo o wschodzie slonca. Klimatu dodawala lekka mgla unoszaca sie nad Jamuna - rzeka plynaca po polnocnej stronie budowli. Zjawiskowe miejsce !!!
Kolejnym ciekawym miejscem okazala sie wioska Khajuraho słynąca z zespołu hinduistycznych świątyń. Ich zewnętrzne ściany sa bardzo bogato ozdobione. Rzezby czesto maja charakter erotyczny, nieraz bardzo śmiały! Sa one  wciaz zywym miejscem kultu odwiedzanym przez tysiace pielgrzymow. Przed swiatynia jeden z mezczyzn probowal nam sprzedac "mobilny" breloczek z kopulujaca para, a inny znow chcial od nas "ten rupies" za wskazanie naszych sandalow pomino ze przed wejsciem nie bylo tam zadnych innych butow. Ech... troche to irytujace... 
Dalej przemierzalismy juz tylko male wioski. Zdecydowanie lepiej sie tu czujemy niz w duzych miastach. Jest ciut mniej ludzi, klimayczne domy, soczysta zielen na polach... Wies zmienila nasze spojzenie na ten kraj i z kazdym dniem przekonujemy sie do niego coraz badziej. 
Pozdrawiamy ! 
;-)

4 komentarze:

Anonimowy,  28 stycznia 2011 11:22  

No tak, pierwsze Wasze wrażenie z Indii od razu przywołuje na myśl obrazy ze "Slumdoga...", czyli tam naprawdę tak jest:/ Dobrze, że poza miastem jest jak zawsze spokojniej! No i jesteście juz coraz bliżej celu!!!:) Szczęsciarze:)
Buziaki
Asia S.

Anonimowy,  31 stycznia 2011 05:20  

No to jesteście w innym świecie - inna kultura, religia, mentalność - inna cywilizacja, a u nas miło i przytulnie, chociaż za oknem zima, wracajcie do nas!, strrrrrrasznie się za Wami stęskniliśmy.
My

Anonimowy,  2 lutego 2011 13:08  

Piękne te rzeźby w Khajuraho!;p;p;p
Kjujik:)

Michal Milfort 21 lutego 2011 01:13  

Ciekawi jestesmy Waszych dalszych przygod. Indie kusza i odstraszaja, budza skrajne odczucia. Piszcie co dalej.
Sciskamy i pozdrawiamy serdecznie,
Monika i Michal

Prześlij komentarz