Emiratow koniec, Omanu poczatek !

wtorek, 11 stycznia 2011

Ostatnim miastem jakie zwiedzilismy w Emirartach bylo Al-Ain. Z wszystkich zabytkow I miesjc  godnych zobaczenia polecanych przez nasz  przewodnik wybralismy Camel Market I gore Jabal Hafeet.

Na wielbladzim targu pracowali glownie Afganczycy I Pakistanczycy – jeden z nich byl bardzo zdziwiony, ze Lukasz ma tylko jedna zone! ( w krajach arabskich jestesmy malzenstwem – tak jest latwiej;) Postanowil nam pokazac targ. Oprowadzil nas po ciekawszych zagrodach opowiadajac w bardzo bezposredni sposob o tamtejszych zwierzetach: “This camel is for meat, that one for work and that for fucking;)


 Na ostatni nocleg w Emiratach wjechalismy na Jabal Hafeet.


Granice miedzy ZEA a Omanem przerkroczylismy w wspomnianym  wyzej Al-Ain.  Dalej jechalismy wzdluz wybrzeza w strone Mascatu. Mijalismy  male, urokliwe wioski rybackie ktorym klimatu dodawaly kobiety w barwnych abajach  i wszechobecny zapach kadzidel …


W malym miasteczku zaczepil nas sympatyczny Arab o imieniu  Nabil I zaproponowal obiad. Gdy chcielismy za niego zaplacic Nabil usmiechnal sie I poiwedzial “Don’t worry I’m rich”;)

Sylwestra spedzilismy w Mascacie z sympatycznym malzenstwem – Magda i Darkiem. Nastepnego dnia Magda pokazala nam miasto. Mascat przypomina bardziej kurort wypoczynkowy niz stolice. Jest pieknie polozony, poprzecinany pasmami gorskimi wpadajacymi do morza.


Hitem Omanu  sa dla nas Wadi Szab I Wadi Tiwi! To skaliste wawozy w ktorych woda plynie caly rok i tworzy urokliwe szmaragdowozielone baseny wsrod palm i  jasnych skal. Czasami droga zwezala sie do tego stopnia, ze musielismy sie cali zanurzyc w wodzie aby isc dalej.

W Wadi Szab dotarlismy do miejsca z ktorego jednyna mozliwoscia pojscia dalej bylo zanurkowanie i przeplyniecie kilku metrow pod woda – wyplywalo sie w kilkumetrowym, skalnym pomieszczeniu z wodospadem.. Gosia przeplynela odrazu a ja mialem pewne obawy...;)


W Wadi Tiwi odkrylismy miejsca wymarzone do wspinaczki nad gleboka woda “deep water” !!! Spedzilismy tam dwa dni. Mielismy z tego wielka frajde!


Kolejnym miejscem do ktorego dotarlismy byla wioska Ras Al-Jinz. Miesci sie tam rezerwat zolwi zielonych. O 4 nad ranem udalismy sie z przwodnikiem na plaze I podgladalismy dwie zlowice skladajace jaja. Cala akcja legowa trwala ponad 2,5 godziny. Stalismy w odleglosci 1 metra od tych ponad 120kg gadow. Udalo sie nam takze zobaczyc malutkie zlowiki ktore po wykluciu sie z jaja pedzily do morza.


Po kilku dniach jazdy wybrzezem Gosia odkryla swoja nowa pasje – muszle I muszelki!
Ocean Indyjski wyrzuca niesamowite okazy na brzeg! Kazdy poranek zaczynal sie od kawy I przeczesywania plazy;) Szkoda tylko, ze nie mozna wywozic tych skarbow z kraju… Musialo wiec wystarczyc  ich zbieranie,ogladanie , wspolne tworzenie teorii “jak to powstalo? , kto tam mieszkal?”I wrzucanie ich z powrotem do wody….


Teraz odbilismy od wody I wjechalismy wglab kraju. Zachaczylismy o pustynie….


Przed nami premia gorska !
Kolejny post juz 17 stycznia !

Pozdrawiamy

9 komentarze:

magda.nashipae,  11 stycznia 2011 06:08  

Bajera !! Widok z Babel Hafeet cudowny i magiczny a wąwozy bajeczne :) dobrej drogi :D
magda

Anonimowy,  12 stycznia 2011 04:34  

hmmm, widac, że kolor skóry zmieniliście :) pozdrowienia od bladych twarzy z bydzi :))))))
daniela

Kasia i Paweł,  12 stycznia 2011 10:25  

Czekamy na kolejne relacje z większymi wypiekami na twrzy niż na kolejny odcinek m jak miłość ;) a serio jesteśmy pod dużym wrażeniem. Traktujemy Was trochę jak nasze Avatary ;) Ostatni raz takie emocje wzbudzał we mnie Jack London kilkadziesiąt lat temu ;). Nie możemy się doczekać spotkania i relacji na żywo, a oczywiście stosowne do okazji trunki dojrzewają w szklanych baniaczkach ;) Pozdrawiamy, ściskamy i trzymamy kciuki za szczęśliwy finał wyprawy. Kasia i Paweł.

Anonimowy,  14 stycznia 2011 02:26  

No ładnie! Kurcze zazdroszczę. Piękna wyprawa ! Śledzę każdy post z radością i marzę zza biurka o kopniaku, który w końcu spowoduje że tak jak Wy ruszę w świat. Powodzenia !

Pozdrawiam

Kamil Sitarski

Anonimowy,  14 stycznia 2011 16:00  

Się z lekka przypiekliście. Jak Dełu się spaliłeś na mahoń to ja bym musiał chyba filtry 200 nakładać żeby z siebie nie zrobić KFC:) U Was słońce i cieplutko, a u nas zimno, a do tego jeszcze przyszła odwilż i wszystko płynie:)
Pozdrooofka
Tomek Ch.

marek1155,  30 stycznia 2011 01:31  

Cześć dzieciaki
Pozdrówka od uczestników babuni święta 80 latek

Wojciech 2 lutego 2011 19:45  

Fajnie bylo powspominac Omanskie klimaty.Powodzenia w dalszej podrozy

sarxos 3 lutego 2011 10:18  

Hej Łukaszu :) Życzę powodzenia w dalszej podróży :) A te skałki na które się tu wspinasz to jednak chyba nie to samo w porównaniu do tych, które miałeś zbudowane w piwnicy :)

Prześlij komentarz