Iran - pierwsze dni !

piątek, 26 listopada 2010

Pomimo lekkich obaw odprawa na granicy przebiegla bardzo sprawnie. Zaproszono nas do biura w ktorym mlody angielskojezyczny Iranczyk wytlumaczyl nam gdzie korzystnie wymienic pieniadze, skad najlepiej zadzwonic do Polski a nawet gdzie znajduja sie toalety;). Wymianiajac pieniadze w banku stalismy sie milionerami ! Za 200$ dostalismy ponad 2000000 riali ! Jednak zakupy w pierwszych dniach przyspazaly nam wielu problemow. Produkty w sklepach zwykle nie maja cen, a jak juz maja to w jezyku perskim - zmusilo nas to do intensywnej nauki perskich cyfr. Jednak i to nie zawsze gwarantowalo sukces - jedna cyfra moze miec 2 lub 3 sposoby zapisu. Najepszym rozwiazaniem dla nas jest poproszenie sprzedawacy o wystukanie ceny na kalkulatorze. Na tym jednak nie koniec - wskazana cena moze byc podana w rialach lub tomanach (1 toman = 10 riali). Kierujemy sie wtedy zdrowym rozsadkiem (1 puszka pomidorow nie moze kosztowac 30 groszy).


Kolejnym zaskoczeniem jest dla nas ruch drogowy - glowna zasada to ze wiekszy ma pierwszenstwo. Nikogo nie dziwia motocykle jadace pod prad badz po chodniku. Dzwiek klaksonow ani na moment nie ustaje. Sluzy on do wzajemnej komunikacji - moze oznaczac 'stoj', 'jedz', lub poprostu 'pozdrawiam'. Jedynym wyjsciem w tej sytuacji jest przejecie ich sposobu jazdy. 
W miescie Tabriz odnalezlismy polecanego przez motocyklistow z radiowej 3-ki Nassera Khan - pracownika informacji turystycznej. Niesamowity gosc - przywital nas slowami 'witam was w moich skromnych progach'. Przy herbatce omowilismy dalsza trase i rozwialismy wszelkie watpliwosci. Po zwiedzeniu klimatycznego bazaru i meczetu pojechalismy w strone wioski Kandovan. Znajduje sie ona na wysokosci 2500 m.n.p.m. - wjezdzalismy tam przez pol dnia na najmniejszych przezutkach;). Ludzie mieszkaja tam domach wydrazonych w skale polaczonych niekiedy drewnianymi pomostami.



Jadac na rowerach wzbudzamy dosc duze zainteresowanie. Iranczycy nie moga zrozumiec dlaczego nie podrozujemy samochodem lub na motorach - przeciez paliwo w Iranie kosztuje 0,5$ a wiekszosc drog prowadzi przez gory. Faktycznie trasa jest wymagajaca.  Mamy do pokonania ponad 2500 km w terenie gdzie praktycznie nie zjezdzamy z 1500m.n.p.m. Dla nas widoki sa warte tego wysilku, dla Iranczykow to chleb powszedni...


Spotykamy sie z duza zyczliwoscia i pomoca ze strony Iranczykow.


Zapytani o droge kierowcy kilkakrotnie jechali 20 km/h na swiatlach awaryjnych na drugi koniec miasta aby pokazac nam ze wlasnie tu jest ten hotel ktorego szukamy lub ta droga wyjazdowa...
Nie raz zdazylo nam sie kupujac cieply chleb w piekarni, ze piekarz albo nie chcial za niego pieniedzy albo widzac ze jemy go na miejscu robil nam do niego dzban herbaty...

Pozdrawiamy Was goraco z Hammedamu. Kolejny post za pare dni z Esfahan (jezeli starczy nam cierpliwosc - internet jest tu strasznie wolny !)

8 komentarze:

Kwazar 26 listopada 2010 12:55  

Czyta sie Was z zapartym tchem! Jak zwykle!

Anonimowy,  26 listopada 2010 13:10  

Dełu, załatwcie sobie silniczki do rowerów, takie na przednie koło, pod górę jak znalazł:) Widoki piękne, dość księżycowe. Pozdrawiam z zaśnieżonej i zamarzniętej już Polski,
Tomek C.

magda.nashipae,  29 listopada 2010 06:24  

cudne widoki, ściskam gorąco!!
magda

Dr. Vodou 29 listopada 2010 07:20  

Dziwnie znajome klimaty;) Na Haiti waluta jest gourd, jednak lokalsi posługują się nieistniejącą na papierze walutą- dolarem haitanskim....co oznacza że jak sprzedawca zażyczy sobie 1 dolara, musisz dać mu 5 gourdow:) Zasady ruchu drogowego dokładnie te same:)
pozdrowienia z Deschapelles
Jarek

Anonimowy,  29 listopada 2010 09:21  

Kochani, oglądając Wasze zdjęcia i czytając za każdym razem tych kilka zdań przenoszę się w "świat baśni" waszymi oczami mogę zobaczyć piękne, ciekawe i bardzo tajemnicze miejsca. pozdrawiam z nieco zaśnieżonej Bydgoszczy :)

Anonimowy,  29 listopada 2010 10:36  

Cudownie... jakbym Maroko znowu widziała... Patrzę na wasze zdjęcia i się trochę rozmarzyłam:) Buziaki!
Asia S.

Anonimowy,  30 listopada 2010 10:38  

Śledzimy Waszą podróż od samego początku i faktycznie jest niesamowita. U nas równie ciekawie. Od czwartku sprawdzamy się w roli rodziców. Urodziła nam się córka Malwina. Zdrowy, duży bobas pochłaniający nas bez reszty. Pozdrawiamy i życzymy powodzenia w dalszej części podróży. Magda z Tomaszem

Anonimowy,  6 grudnia 2010 02:32  

U Was piękne widoki,góry,mnóstwo wrażeń i emocji, my też mamy swoje, wczoraj były wybory, mamy nowego prezydenta Bydgoszczy, Dombrowicz przepadł...uff ,Wasz Zalewski wygrał w pierwszej turze, w pięknym stylu, gratulujemy!, ściskamy, bezpiecznej drogi i łagodnych wzniesień,pa
My

Prześlij komentarz