Zaleglosci ze Stambulu...

czwartek, 28 października 2010

Stambul - największe miasto Tucji i jedno z największych miast świata...przekonalismy sie o tym na wlasnej skorze! Na ulicy mieszaja sie ludzie wszystkich narodowosci - od kobiet w czadorach po rozneglizowane europejki! Tlok, halas, pelno trabıacych aut...
Spotkalismy sie ze wspomnianym juz w pierwszym poscie Burakiem ktory mieszka w centrum -tj. 20km od starego miasta! Stambul rozciaga sıe na dlugosci 150km wiec i tak dobrze trafilismy:)
Nasz kolega doktoryzuje sie z chemii oraz jest przewodnikiem po Stambule wiec w ciekawy sposob przedstawil nam swoje miasto!
To ja z Burakiem na tle Hagii Sofıı;)


Duze wrazenie zrobil nas nas Blekıtny Meczet - zwlaszcza noca!


Pzed meczetami sa specjalne miejsca gdzie Muzulmanıe przed modlitwa myja twarz, uszy, oczy, glowe,  rece ı stopy...


Zwiedzilismy tez Yerebatan Sarnıcı -jest to podziemny zbiornik wodny wybudowany w IV wieku, jest w stanie pomieścić 40,000 m³ wody. Calosc pottrzymuja 224 kolumny.


Poszlısmy tez na taksim plac - to miejsce gdzie ludzie przeprowadzaja liczne demonstracje, protestuja przeciwko doslownie wszystkiemu - bylismy swiadkami jednej z nich. Zdziwila nas ogromna ilosc policji z armatkami wodnymi. Po powrocie do Buraka dowiedzielismy sie, ze tamta demonstracja walczyla o prawa psow.
Trafilismy takze na wielki bazar -  najwiekszy zadaszony bazar Swıata! Jest faktycznie ogromny. Spotkalismy tam Turka, ktory sprzedawal kurczaki na Stadionie X-lecıa w Warszawıe!:)

Dzis jedzıemy do Kayserı. Mamy tam nocleg u kolejnego couch serfera:)


Pozrdrawiamy Was goraco!
P.s. Lukasz ma sıe lepıej!




 



Read more...

leczenie...

środa, 27 października 2010

Lukaszka gardlo dopadla jakas bakteria. Zeby podreperowac zdrowie zatrzymalismy sie na kilka dni w hotelu w miejscowosci Polatlı. Mamy nadzieje, ze antybiotyk zalecony przez turecka pania doktor zadziala! Do szpitala zabral nas mily rolnik swoim ciagnikiem:

Pozdrawiamy!

Read more...

turcji ciag dalszy...

Merhaba!

Za nami kolejne kilometry pieknej Turcji! Wjechalismy w dosc gorzysty teren. Ciezkie podjazdy rekompensuja nam niesamowite widoki! Oto kilka fotek:

To na czym stoje to dziwny kopiec o konsytstencji gliny - stopy sıe nam zapadaly, chodzılo sıe po tym jak po ksiezycu:).
Na tym odcınku bylo malo miejscowosci wiec nie latwo bylo kupic jedzenie - gdy spytalismy o jakis sklep babcie pracujaca w ogodzie od razu zaprosila nas na obiad a potem cala rodzina wspolnymi silami wytlumaczyla nam gdzie jest najblizszy market:) To fotka z obiadu:                                                                               
Ludzie sa tu naprawde bardzo zyczliwi!
Trafilismy w sezon melonowo-granatowy! Kupujac np. jednego melona dostajemy trzy:) Przydrozne stragany az ugınaja sıe od nadmiaru owocow! To wiadomosc dla naszych Mam - nie brakuje nam wıtamin:)  Pozdrwıamy Je serdecznie!

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               
Mamy wrazenie, ze czas sie tu biegnie wolniej....


Scıskamy Was mocno!!!
Trzymajcie sie cıeplo! papa

Read more...

Pierwsze dni w Turcji !

piątek, 22 października 2010

Droga do Stambulu przez Ukraine, Rumunie i Bulgarie jest piekna. Ma tylko jedna duza wade - trwa dlugo. Pokonanie tej trasy zajelo nam 4.5 dnia. Czy warto poswiecic tyle czasu i wysilku na taka trase ? - mysle ze tak ! Kazdy z tych krajow dostarczyl nam wielu wrazen. Nie obylo sie bez przygod takich jak skok z ukrainskiego pociagu (skakal tylko Lukasz:) czy nocleg w namiocie w centum Bukaresztu . Spedzilismy 2 dni w Stambule. Ugoscil nas Burak - nasz nowy kolega z CouchSurfingu. Goscil juz Polakow i wiedzial co znaczy jego imie;). W Stambule przeplynelismy promem Bosfor i ruszylismy na rowerach w strone Ankary. Rowery w turcji to rzadkosc wiec budzimy duze zainteresowanie. Kazdy kierowca pozdrawia nas rykiem klaksonu co czasami przyprawia Gosie o zawal serca;). Nie sposob zliczyc wypitych tureckich herbatek. Gdybysmy korzystali z wszystkich zaproszen pewniwe byli bysmy jeszcze w Stambule;). Zdaza sie ze kierowcy zatrzymuja sie zeby nas pozdrowic, porozmawiac i dokarmic;) Pogode mamy zmienna - od duzego slonca po ulewny deszcz. 
Tego posta piszemy z malego sklepiku ze slodyczami w miejscowosci Nallihan (pijac kolejna herbatke). Przepraszamy za bledy i brak polskich znakow - piszemy na tureckiej klawiaturze. 
Pozdrowienia dla Rodzicow i wszystkich znajomych. Nastepny post prawdopodobnie za 5-6 dni z Aksaray.
Zdjecia zamiescimy przy kolejnym poscie.
PS. Dziki dla BikeBoys - rowerki spisuja sie swietnie !

Read more...

Rowerem do nepalu - dziękujemy !

wtorek, 12 października 2010

Oto co wydarzyło się w ciągu ostatnich 3 dni:

W niedzielę (dzień pracujący w Iranie) dostaliśmy maila od zaprzyjaźnionego Pana Hamida z Teheranu, że tamtejszy odpowiednik MSZ-u wyraził zgodę na wpuszczenie nas do ich kraju. Dostaliśmy tzw. „authorization code” – tajny numer, który miał być kluczem do bram Bliskiego Wschodu. Następnego dnia udałem się do Ambasady Islamskiej Republiki Iranu w Warszawie gdzie przekazałem paszporty i wyrecytowałem owy kod dostępu. Niestety pani w turbanie uzmysłowiła mi, że bliski wschód nie jest aż tak bliski i poza „tajnym kodem” potrzeba jeszcze oficjalnego potwierdzenia z irańskiej ambasady. A to jak wszystko w Iranie może trwać dzień… może dwa.. a może dłużej.

Po powrocie do Torunia, błagalnym tonem napisałem maila do zaprzyjaźnionego Pana Hamida z prośbą o interwencje w naszej sprawie w Irańskiej Ambasadzie. Ku naszemu zaskoczeniu dzisiaj o godzinie 12 potwierdzenie dotarło. Panie w ambasadzie zdeklarowały się, że załatwią pieczątkę konsula do 14.  Dla nas zostało tylko załatwienie kuriera który wstrzeli się w godzinne okno w którym można odebrać dokumenty z ambasady.   

    

Jutro o 16:44 (jeżeli dotrą do tego czasu paszporty) wyruszamy z dworca w Toruniu do Przemyśla. Tam wsiadamy na rowery i po 15km przekraczamy granicę z Ukrainą. Z miejscowości Mostki (czy jakoś tak) wsiadamy w elektryczkę do Lwowa. Dalej kolejna elektryczna do Czerniowic. Kawałek dalej przekraczamy granicę z Rumunią i dojeżdżamy do Suczawy. Stamtąd kursują pociągi do Bukaresztu albo autobusy bezpośrednio do Stambułu. Tak to wygląda w teorii. W kolejnym poście opiszę jak to wyszło w praktyce.

W tym miejscy chcieliśmy podziękować wszystkim, którzy pomogli w zorganizowaniu tej wyprawy. Dziękujemy rodzicom za zrozumienie i wsparcie. Dziękujemy sklepowi BikeBoys za sprzęt i profesjonalne przygotowanie rowerów. Dziękujemy patronom medialnym oraz portalom informacyjnym za reklamę. Dziękujemy wszystkim ludziom dobrej woli, którzy wsparli nas swoją wiedzą i  zdobytym na podobnych wyprawach. Na koniec dziękuję firmie Possible z Torunia za 4 miesiące bezpłatnego urlopu ;).

DZIĘKUJEMY !!!!

Read more...