Dolomity - Dzień 10

niedziela, 8 sierpnia 2010

Rano sprawnie się uwinęliśmy ze złożeniem namiotu i ruszyliśmy szukać balkonu Julii. Werona w porównaniu z Wenecją była wręcz wyludniona.

Brak tłumów turystów, urocze uliczki oraz włoskie lody sprawiły, że nie chciało się nam stamtąd wyjeżdżać. Duże wrażenie zrobiła na nas Arena, amfiteatr rzymski trzeci pod względem wielkości po Koloseum i amfiteatrze w Kampanii, lecz najlepiej zachowany. Ciągle odbywają się tam  przedstawienia. Przed Areną znajdują się elementy gigantycznej scenografii do poszczególnych spektakli np. ogromny Faraon.

Fajny klimat był też na piazza delle Erbe gdzie na dłuższą  chwilę przysiedliśmy pod fontanną , narażając się tym samy na flesze z japońskich aparatów.  Po któtkim odpoczynku postanowiliśmy w końcu znaleść balkon Julii! Na małym dziedzincu pod słynnym balkonem ustawiały się długie kolejki turystów  do pomnika Julii. Podobno  dotknięcie jej... piersi jest  gwarancją szczęścia w życiu. Chyba naprawdę wiele osób w to wierzy po wspomniana część ciała była tak wypolerowana że oślepiała z daleka! Nas bardziej zainteresowała młoda dziewczyna, która w firmowym sklepiku Romea Julii w niesamowitym tempie wyszywała  na maszynie różne dedykacje na czym tylko sobie klient życzył. Litery i różne ozdobniki były tak ekspresowo a zarazem precyzyjnie wykonane, że podejrzewaliśmy iż Pani zna tylko kilka wyrazów które opanowała do perfekcj i i jak przystało na Polaka stwierdziliśmy że pewnie jak byśmy chwilę poćwiczyli to też byśmy dali radę. A co! Włoszka chyba czuła nasze spojrzenia na swoich rękach bo po chwili spojrzała na nas wymownie i  zaprosiła  do siebie. Spytała o  nasze imiona i zaczęła szyć... Gdy wręczyła nam wyszywankę  Łukasz i Gosia ...stwierdziliśmy, że  chyba jest naprawdę uzdolniona;). Wpisaliśmy się jeszcze na ścianę miłosnych życzeń i ruszyliśmy w stronę Castelvecchio (Stary zamek) gdzie zakończyliśmy zwiedzanie Werony.


Wieczór chcieliśmy spędzić nad jeziorem Garda więc ruszyliśmy w drogę! Jest ono otoczone od północy szczytami Dolomitów Brenty a od południa łagodnymi wzgórzami. Woda swoim lazurowym kolorem zachęca do częstych kąpieli. Na wąskim półwyspie, który wchodzi ok. 4 km w głąb tego jeziora leży miejscowość Sirmione. Stara część miasta jest wolna od ruchu kołowego - także dwukołowego;) i wszelkie pojazdy należy zostawić na parkingu. Romantyczne miejsce którego stara część pochodzi z czasów rzymskich  urzeka swoim pięknem, wąskimi uliczkami, maleńkimi placykami. Wrażenie na nas zrobił  Rocca Scaglieri - prawie całkowicie otoczony wodą bajkowy zamek. Jednak jest to chyba najdroższa i najbardziej eksluzywna miejscowość w której bylismy. Świadczyły o tym 5cio gwiazdkowe hotele z ferrari na parkingu, luksusowe sklepy i kilkakrotnie wyższe ceny w kawiarniach. Miasto jest świetnie oświetlone więc spacer wąskimi uliczkami po zachodzie słońca jest dużą przyjemnością.

Jedynym minusem wieczornego zwiedzania było szukanie miejsca na namiot po ciemku.

0 komentarze:

Prześlij komentarz