Dolomity - Dzień 16

sobota, 14 sierpnia 2010

Ostatni dzień wyprawy! Chcemy dojechać do naszego auta. Kierowaliśmy się na zachód do miejscowości Zirl a dalej stromym podjazdem na wysokość  1180 m n.p.m. do miejscowości  Seefeld. W miejscowości Scharnitz przekroczyliśmy granicę z Niemcami. Przejechaliśmy przez miejscowość Kochel Am See która położona jest w pobliżu jezior otoczonych górami.


W pięknym słońcu dojechaliśmy do Bad Tölz. Rowery zamocowaliśmy na dachu, wskoczyliśmy w dżinsy i wróciliśmy do Torunia!

Read more...

Dolomity - Dzień 15

piątek, 13 sierpnia 2010

Nie pada! Niebo jest zachmurzone ale liczymy że się rozpogodzi. Dziś chcemy koniecznie przejechać przez przełęcz Brenner czyli wjechać do Austrii. Pogoda się poprawiała a my mijaliśmy ostatnie, bardzo zadbane, małe, włoskie miasteczka południowego Tyrolu z charakterystycznymi dla tego regionu pięknie zdobionymi domami.

Wdrapując się na przełęcz mijaliśmy innych rowerzystów z sakwami i zazdrościliśmy im że mają z górki;). Po drodze często ukazywała się nam autostrada do Innsbrucku której konstrukcja robiła duże wrażenie – zwłaszcza najwyższy na naszym kontynencie most Europabrücke który został zbudowany na wysokości 192m ! Zjazd z przełęczy po stronie Austriackiej ma długość prawie 40km i kończy się w Innsbrucku (547 m n.p.m.) My w połowie tej trasy rozbiliśmy namiot.

Read more...

Dolomity - Dzień 14

czwartek, 12 sierpnia 2010

Gdy kładliśmy się spać było ciepło a na niebie mieniło się pełno gwiazd więc postanowiliśmy nie rozbijać namiotu tylko rozłożyć karimatki. Na wszelki wypadek mieliśmy przygotowany namiot do szybkiego postawienia. No i po 2 w nocy duże krople deszczu spadające na nasze twarze zmusiły nas do energicznego rozbicia domku. Rano deszcz nie odpuszczał.

Nie mogliśmy sobie pozwolić na dzień przerwy więc ubraliśmy wersję nieprzemakającą i pojechaliśmy dalej... Musieliśmy zweryfikować nasze plany. Postanowiliśmy, że w drodze powrotnej przejedziemy przez Bolzano (droga przez przełęcz Passo della Mendola - 1.363 m.n.p.m.)i dalej  w kierunku przełęczy Brenner (1370 m n.p.m.). Na przełęcz Passo della Mendola wjechaliśmy totalnie przemoczeni. W dodatku temperatura spadła do kilku stopnie powyżej zera. Niska temperatura stała się odczuwalna dopiero za przełęczą, kiedy podczas 15km zjazdu po niekończących się serpentynach z trudem mogliśmy zaciskać hamulce. Tego dnia chmury były tak nisko, że przez całą drogę widoczność mieliśmy na około 10m. Po kilkunastu minutach zjazdu u podnóża przełęczy nie byliśmy już w stanie jechać dalej, weszliśmy do pierwszej napotkanej kawiarni aby ogrzać się przy gorącej włoskiej kawie. Niestety nie przestawało padać.  W Bolzano wjechaliśmy na świetnie przygotowaną ścieżkę rowerową która prowadziła prawie na samą przełęcz.


Należy tylko pamiętać, że gdy decydujemy się na ścieżkę rowerową to będziemy musieli pokonywać liczne podjazdy i zjazdy które sąsiadują z lokalną drogą która jest raczej płaska. Ścieżka czasami odbijała stromym kilkusetmetrowym podjazdem do lasu by po kolejnych kilkuset metrach stromego zjazdu wrócić na poprzednią wysokość tylko i wyłącznie w celu urozmaicenia rowerzyście wycieczki. Jest to raj dla rowerzystów jadących " na lekko " bo nam trochę ciążyły sakwy z całym ekwipunkiem. Zwłaszcza gdy pokonywaliśmy kolejną taką atrakcję w deszczu i ze świadomością że mamy dużo kilometrów do przejechania tego dnia  a na dole widzieliśmy lokalną drogę biegnącą po równym terenie;)

Read more...

Dolomity - Dzień 13

środa, 11 sierpnia 2010

Chętnie byśmy dłużej zostali w La Goli ale niestety urlop nieubłaganie dobiega końca więc jedziemy dalej... Przed nami długie kilometry podjazdu. W pięknie położonej miejscowości Molveno nad brzegiem jeziora z widokiem na masyw Cima Brenta zrobiliśmy krótką przerwę.


Zatrzymaliśmy się też na chwilę w Andalo - miejscowości którą znamy w zimowym wydaniu z wyjazdu narciarskiego. Jadąc dalej  w stronę miejscowości Mezzolombardo wjechaliśmy w niekończące się plantacje jabłek i winogron. Między tymi sadami biegły w górę serpentyny szerokiej ścieżki rowerowej. Męcząca, ale bardzo ładna trasa! Gdy licznik przekroczył 130 km zaczęliśmy rozglądać się na noclegiem.

Read more...

Dolomity - Dzień 12

wtorek, 10 sierpnia 2010

 Rest!!! Tego dnia nie zrobiliśmy ani jednego kilometra na rowerach! Zrobiliśmy sobie pranie, słuchaliśmy muzyki, i odpoczywaliśmy, tzn. ja odpoczywałam i rozkoszowałam się nicnierobieniem a Łukasz się wspinał! Miejsce idealnie nadaje się na odpoczynek ponieważ jest w lesie, między skałami z krystalicznie czystą wodą w potoku (gdzie chłodziliśmy włoskie wino na wieczór) oddalone od jakiejkolwiek cywilizacji.

Read more...

Dolomity - Dzień 11

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Tego dnia główną atrakcją było jezioro Garda i miejscowość nad jego brzegiem. Lokalna droga wzdłuż zbiornika biegnie bezpośrednio przy brzegu przez co trasa była świetna widokowo.


Czysta woda, góry, żaglówki, kitesurfingowcy i piękne słońce! Wysoka temperatura trochę nam doskwierała więc co jakiś czas chłodziliśmy się w jeziorze.


I tak Garda umilała nam kilkadziesiąt kilometrów naszej trasy. Na samym północnym końcu jeziora jest miejscowość Riva w której po raz ostatni się wykąpaliśmy i pojechaliśmy do  Arco - mekki wspinaczy. Już kilkakrotnie tam byliśmy na wyjazdach typowo wspinaczkowych ale nigdy rowerem. Powspominaliśmy stare wyjazdy, zjedliśmy najlepsze lody i pojechaliśmy do La Goli - dobrze nam znanego rejonu wspinaczkowego ze świetną grotą na nocleg! Pomimo, że na miejsce dotarliśmy po 20tej dość zmęczeni dniem jazdy w pełnym słońcu Łukasz zrobił wspiął się jeszcze na 3 drogi.

Read more...

Dolomity - Dzień 10

niedziela, 8 sierpnia 2010

Rano sprawnie się uwinęliśmy ze złożeniem namiotu i ruszyliśmy szukać balkonu Julii. Werona w porównaniu z Wenecją była wręcz wyludniona.

Brak tłumów turystów, urocze uliczki oraz włoskie lody sprawiły, że nie chciało się nam stamtąd wyjeżdżać. Duże wrażenie zrobiła na nas Arena, amfiteatr rzymski trzeci pod względem wielkości po Koloseum i amfiteatrze w Kampanii, lecz najlepiej zachowany. Ciągle odbywają się tam  przedstawienia. Przed Areną znajdują się elementy gigantycznej scenografii do poszczególnych spektakli np. ogromny Faraon.

Fajny klimat był też na piazza delle Erbe gdzie na dłuższą  chwilę przysiedliśmy pod fontanną , narażając się tym samy na flesze z japońskich aparatów.  Po któtkim odpoczynku postanowiliśmy w końcu znaleść balkon Julii! Na małym dziedzincu pod słynnym balkonem ustawiały się długie kolejki turystów  do pomnika Julii. Podobno  dotknięcie jej... piersi jest  gwarancją szczęścia w życiu. Chyba naprawdę wiele osób w to wierzy po wspomniana część ciała była tak wypolerowana że oślepiała z daleka! Nas bardziej zainteresowała młoda dziewczyna, która w firmowym sklepiku Romea Julii w niesamowitym tempie wyszywała  na maszynie różne dedykacje na czym tylko sobie klient życzył. Litery i różne ozdobniki były tak ekspresowo a zarazem precyzyjnie wykonane, że podejrzewaliśmy iż Pani zna tylko kilka wyrazów które opanowała do perfekcj i i jak przystało na Polaka stwierdziliśmy że pewnie jak byśmy chwilę poćwiczyli to też byśmy dali radę. A co! Włoszka chyba czuła nasze spojrzenia na swoich rękach bo po chwili spojrzała na nas wymownie i  zaprosiła  do siebie. Spytała o  nasze imiona i zaczęła szyć... Gdy wręczyła nam wyszywankę  Łukasz i Gosia ...stwierdziliśmy, że  chyba jest naprawdę uzdolniona;). Wpisaliśmy się jeszcze na ścianę miłosnych życzeń i ruszyliśmy w stronę Castelvecchio (Stary zamek) gdzie zakończyliśmy zwiedzanie Werony.


Wieczór chcieliśmy spędzić nad jeziorem Garda więc ruszyliśmy w drogę! Jest ono otoczone od północy szczytami Dolomitów Brenty a od południa łagodnymi wzgórzami. Woda swoim lazurowym kolorem zachęca do częstych kąpieli. Na wąskim półwyspie, który wchodzi ok. 4 km w głąb tego jeziora leży miejscowość Sirmione. Stara część miasta jest wolna od ruchu kołowego - także dwukołowego;) i wszelkie pojazdy należy zostawić na parkingu. Romantyczne miejsce którego stara część pochodzi z czasów rzymskich  urzeka swoim pięknem, wąskimi uliczkami, maleńkimi placykami. Wrażenie na nas zrobił  Rocca Scaglieri - prawie całkowicie otoczony wodą bajkowy zamek. Jednak jest to chyba najdroższa i najbardziej eksluzywna miejscowość w której bylismy. Świadczyły o tym 5cio gwiazdkowe hotele z ferrari na parkingu, luksusowe sklepy i kilkakrotnie wyższe ceny w kawiarniach. Miasto jest świetnie oświetlone więc spacer wąskimi uliczkami po zachodzie słońca jest dużą przyjemnością.

Jedynym minusem wieczornego zwiedzania było szukanie miejsca na namiot po ciemku.

Read more...

Dolomity - Dzień 9

sobota, 7 sierpnia 2010

Poranek w Wenecji był zjawiskowy. Fajnie było popatrzeć jak miasto budzi się do życia. Mnóstwo łódek przywoziło towar do sklepów, na targowiska, do restauracji. Jeszcze więcej wywożono śmieci! Pracownicy kawiarenek, pubów czy restauracji sprzątali tereny przed lokalami, rozstawiali stoliki, krzesła, rozstawiali zastawy..
Przespacerowaliśmy się jeszcze po wyludnionej o tej porze Wenecji i na nowo poznawaliśmy miejsca w których wczoraj panował niesamowity gwar a teraz słyszeliśmy jedynie silniki łódek. Nasz kolejny mały cel – Padwa. Kolejne, ładne włoskie miasto! Przejechaliśmy się po starej części miasta i zwiedziliśmy Bazylikę św. Antoniego.
Jadąc ścieżką rowerową w stronę Vicenzy ukazało nam się świetne miejsce na nocleg.


Łąka pełna białych kwiatów z widokiem na jezioro i skały oczywiście. Po rozłożeniu namiotu jedzący 4 kilowego arbuza obserwowaliśmy zachód słońca. Niestety trwało to zaledwie kilka minut! Pozostało nam tropić arbuzowe pestki w świetle czołówki.

Read more...

Dolomity - Dzień 8

piątek, 6 sierpnia 2010

Słońce!! W dobrych humorach ruszyliśmy dalej.  Cel dnia – Wenecja. Oszukiwani przez znaki drogowe na których wraz z pokonywaniem dystansu kilometrów przybywało a nie malało w końcu dojechaliśmy do miasta na wodzie.


Miejsce to zaskoczyło nas swoim nieprzystosowaniem dla rowerzystów. W Wenecji jest około 400 mostów z schodami. Podczas całodniowego zwiedzania miasta znaleźliśmy tylko jeden most przystosowany do pojazdów kołowych. Należy więc zostawić pojazd przy samym wjeździe do miasta i dalej poruszać się na nogach lub transportem wodnym. Miasto bardzo skomercjalizowane i przepełnione turystami ale ma fajny klimat, zwłaszcza wieczorem. Zwabieni jazzowym koncertem zatrzymaliśmy się przy Canale Grande. Położyliśmy się na pomoście i tam też zasnęliśmy...

Read more...

Dolomity - Dzień 7

czwartek, 5 sierpnia 2010

Rano niebo nie wyglądało za dobrze. Na szczęście nie padało! Przełęcz Fedaia  (2057  m.n.p.m.) wyglądała zjawiskowo w otoczeniu ciemnych chmur a ze strony Marmolady, najwyższego szczytu Dolomitów, wiało chłodem;).

 Po wdrapaniu się na przełęcz zawsze czekał nas bonus w postaci zjazdu!

Gdy znaleźliśmy się na dole zaczęło padać…. Zaczęliśmy się rozglądać za miejscem na namiot.

Read more...

Dolomity - Dzień 6

środa, 4 sierpnia 2010

Rano obudził nas właściciel terenu na którym spaliśmy i poprosił nas abyśmy nie biwakowali na tym terenie. Więc zgodnie z prośbą po śniadanku ruszyliśmy dalej… co zresztą i tak planowaliśmy;). To był ciężki dzień! Pokonaliśmy 4 przełęcze :

  • Falzarego (2105 m.n.p.m.)
  • Passo di Valparola (2168 m.n.p.m.)
  • Passo di Gardena (2121 m.n.p.m.)
  • Passo Sella (2240 m.n.p.m.)
 Widoki zapierające dech!

Byliśmy też pełni podziwu dla Włochów, którzy pomimo mocno zaawansowanego wieku, w niezłym tempie podjeżdżali pod przełęcze na profesjonalnych kolarzówkach. Czwartą przełęcz zostawiliśmy na następny dzień;)

Read more...

Dolomity - Dzień 5

wtorek, 3 sierpnia 2010

Kolejnym celem była Cortina d'Ampezzo, miejscowość leżąca w samym sercu Dolomitów.

 Jechaliśmy w pełnym słońcu rewelacyjnie przygotowanymi ścieżkami rowerowymi - szerokie ścieżki na zboczu góry, z pięknymi widokami, z dala od ulicy, z mostkami i wykutymi w skale tunelami. Rewelacja!
Za Cortiną czekał nas długi podjazd pod przełęcz Falzarego (2105 m.n.p.m.) Jadąc wzdłuż masywu Tofany ukazało się nam piękne miejsce na nocleg;)

 Rozbiliśmy namiot i gapiliśmy się na dolomity na tle zachodzącego słońca.

Read more...

Dolomity - Dzień 4

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Poranną kawę wypiliśmy nad brzegiem lazurowej wody wpatrując się w ośnieżone szczyty gór. Przed nami mała zagadka – jaka będzie droga na przełęcz…. ponieważ na mapie takowa nie istniała. Okazało się, że był to kamienisty szlak z krótkimi odcinkami w miarę równej drogi nadającej się do jazdy na rowerze. Ostatnie 5 km przed przełęczą głównie prowadziliśmy nasze pojazdy po dość trudnym terenie.
Ku naszemu zdziwieniu mijało nas dość dużo rowerzystów!! Większą cześć trasy nieśli swoje rowery żeby potem zjechać na nich z przełęczy. Jednak ich sprzęt był ultralekki i dźwiganie go nie sprawiało im takiego problemu jak nam. Jednak widoki na samej górze były zjawiskowe więc o zmęczeniu szybko zapomnieliśmy.

 Wizja długiego zjazdu z przełęczy nastrajała nas pozytywnie;)

Itak po 30 km ciągłej jazdy w dół dojechaliśmy do  miejscowości Vipiteno. Gdy minęliśmy Brunico zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. 

Read more...

Dolomity - Dzień 3

niedziela, 1 sierpnia 2010

Rano na niebie wisiały ciemne chmury ale nie padało. Po sprawnym spakowaniu ruszyliśmy dalej. Na szczęcie pogoda się poprawiła i ujrzeliśmy pierwsze promienie słońca na tej wyprawie! Po drodze mijaliśmy jeziorka w otoczeniu gór z super czystą wodą. Zaliczyliśmy pierwszy, prawie 8km, zjazd który był przedsmakiem przed „dolomitowymi” zjazdami, gdzie osiągaliśmy rekordowe prędkości. Jak to zwykle bywa , tam gdzie jest zjazd będzie też podjazd. Zaczęliśmy rowerową wspinaczkę w okolicę przełęczy…. Gdy dojechaliśmy do końca asfaltowej drogi prowadzącej do wielkiej tamy z urokliwym jeziorem postanowiliśmy rozstawić tam namiot. 

Read more...