Mołdawia - Dzień 7

niedziela, 13 czerwca 2010

Rano sprawnie się uwinęliśmy ze śniadaniem i spakowaniem bagaży. Wjechaliśmy do Kiszyniowa. Miasto duże, głośne i zatłoczone. Ludzie zadbani i modnie ubrani - zwłaszcza młodzież. Podobno prawie połowa Mołdawian mieszka w Kiszyniowie - to chyba jedyna szansa żeby znaleźć pracę poza rolnictwem bo dopiero tu zobaczyliśmy fabryki, zakłady produkcyjne czy biurowce. Sprawnie przejechaliśmy przez stolicę zahaczając o najważniejsze miejsca wymienione w przewodniku i dojechaliśmy do Milesti Mici.



To jedne z największych na świecie, podziemne miasta wina, założone w piwnicach, skąd wydobywany był wapień na budowę domów. Milesti z długością korytarzy 200 km wpisane jest nawet do księgi rekordów Guinessa. Żeby zwiedzić ten obiekt trzeba z kilkudniowym wyprzedzeniem dokonać rezerwacji (można także on-line). Do piwnic wjeżdża się samochodem ponieważ trasa jest dość długa i temperatura wynosi ok 7 stopni C. Ponieważ nie mieliśmy rezerwacji ani ,, masziny" wyprosiliśmy mały spacerek po piwnicach. Bez problemu nas wpuszczono ale byliśmy tam zdani na siebie. Długie ,ciemne korytarze zaczynały się coraz bardziej rozgałęziać... W obawie, przed zaginięciem w tym mroźnym i ciemnym labiryncie, po zobaczeniu kilku ogromnych beczek z winem, sprawnie się wycofaliśmy.

Duże wrażenie zrobił na nas ogród przed piwnicami - dwie fantazyjne fontanny z białym i czerwonym winem oraz piękne dywany kwiatowe to wizytówka tego miejsca. Kolejnym naszym celem był Tyraspol. Leży on w Nadniestrzu - separatystycznej Republice Mołdawii która ma swój rząd, prezydenta, stolicę i walutę. Na arenie międzynarodowej nie jest ona uznawana. Żeby się tam dostać należy przejść odprawę na przejściu granicznym - tu również trzeba wypisać odpowiednie druki ale także należy uiścić opłatę - od nas jej nie zażądano - nie wiemy dlaczego ponieważ pozostali ludzie płacili. Pewnie to przeoczono;) Umowną granicą tej Republiki jest Dniestr. Przejeżdżając przez most mijaliśmy czołg i żołnierzy z karabinami - podobno należy zwolnić jak się koło niego przejeżdża i gdy zasugeruje nam, że mamy się zatrzymać trzeba zjechać do kontroli.

Za nami nikt nie krzyczał więc przejechaliśmy bez problemu. Łukasz pstrykał tylko zdjęcia z ukrycia (jest zakaz fotografowania tego miejsca!). Tereny po tej stronie Dniestru są bardziej uprzemysłowione, bogatsze i czystsze. Niestety łapówki są tu czymś normalnym! Jeżeli chce się płacić mołdawskimi lejami należy być bardzo czujnym ponieważ przeliczanie na ruble nie jest ich mocną stroną - a miże właśnie jest bo próbują na tym nieźle zarobić! Kobieta sprzedająca lody, z uporem maniaka, wmawiała nam że jej kalkulator dobrze liczy - niestety z naszych wyliczeń wychodziła całkiem inna , dużo niższa cena! Drażniło nas takie cwaniakowanie! Zaliczyliśmy wymienione w przewodniku miejsca które warto zobaczyć w Tyraspolu i zjechaliśmy na miejską plażę. Wykąpaliśmy się w Dniestrze i pojechaliśmy poszukać miejsca na nocleg. Rozbiliśy się kilka kilometrów za miastem na polance z dala od zabudowań. W nocy jak już zasypialiśmy usłyszeliśmy kroki - ktoś chodził dookoła naszego namiotu. Łukasz poszedł sprawdzić kto to. Okazało się, że było to gospodarz który mieszka 2 kilometry stąd. Zaciekawiło go światełko z naszych czołówek i przyszedł w środku nocy sprawdzić co to takiego;).


0 komentarze:

Prześlij komentarz