Krym - Dzień 3 - Bakczysaraj

sobota, 16 maja 2009

Po sympatycznym śniadanku i kawusi z widokiem na Bakczysaraj postanowiliśmy zwiedzić Pałac Hanów.

Przed kasą spotkaliśmy polskich turystów domagających się zniżek dla emerytów. Niestety im się nie udało ale podsunęli nam pomysł żeby powalczyć o zniżki studenckie (pomimo że już ładnych kilka lat temu odebraliśmy dyplomy). Pokazaliśmy kartę EURO 26 która była naszym ubezpieczeniem i się udało!! Od tego momentu staliśmy się studentami i wszędzie korzystaliśmy ze zniżek!! Po zakupie biletów (20h) ruszyliśmy do pałacu. Kobiety muszą mieć zakryte głowy, ramiona i nogi więc zrobiłam sobie wdzianko z 2 chust. Jest też możliwość wypożyczenia okryć na miejscu.

Duże wrażenie zrobił na nas ogród, harem i grobowiec. W głównym Meczecie Chan-Dżami odbywały się zaślubiny – przebiegały w skromnej i stonowanej atmosferze – zdecydowanie spokojniej niż u nas.
Po wyjściu z Pałacu kupiliśmy mapę z wszystkimi zabytkami Krymu-sprzedawca wyszedł od stawki dla turystów z zachodu jednak udało nam się wytargować rozsądną cenę. Kolejny nasz cel – Monastyr Uspieński. Złapaliśmy marszrutę (to określenie na busy) i po 20 minutach wysiedliśmy w pięknym rejonie otoczonym skałami. Łukasz wypatrzył wspinaczy! Grupka ukraińskich chłopaków dość żywiołowo dopingowała kolegę który robił dość trudną i długą drogę. Po krótkiej rozmowie z miejscowymi wspinaczami stworzyliśmy wspólnymi siłami topo tego sektora i stwierdziliśmy, że po zwiedzaniu tu wrócimy. Monastyr Uspieński to wyryta w skale świątynia.


Miejsce to miało magiczny klimat – chłód który tam panuje i zakonnicy snujący się powoli w długich szatach wzmagali tajemniczość tego miejsca. Atmosfera monastyru i fakt iż na zewnątrz było ponad 35 stopni C spowodowała że chcieliśmy tam trochę pobyć. Następnie przeszliśmy jakieś 300m ścieżką i znaleźliśmy się w skalnym mieście Czufut-Kale.

Duże, przestronne pomieszczenia wyryte w skałach. Z okien z jednej strony widać łagodne zbocze góry a z drugiej niezłą przepaść i rozległy wąwóz – teraz za taki widok z okna wiele trzeba by zapłacić;). Idąc dalej doszliśmy do dziwacznych skał – był to zlepek granitu, wapienia i muszelek – całość wyglądała jak rafa koralowa.


W końcu wylądowaliśmy pod drogami które upatrzyliśmy sobie rano na wspin. Łukasz ugotował pyszny obiadek i po krótkiej sjeście wbiliśmy się w skałę. Drogi dobrze i gęsto obite, spity nowe. Zrobiliśmy po 2 drogi i zrobiło się ciemno. Stwierdziliśmy że przenocujemy na najwyższej skale – szczyty są płaskie i rośnie na nich trawa więc wskrobaliśmy się tam z plecakami i rozbiliśmy namiot. Zjedliśmy kolację i pogapiliśmy się w gwieździste niebo.

0 komentarze:

Prześlij komentarz