Krym - Dzień 5 - Bałakława/Siemiz

poniedziałek, 18 maja 2009

Poranek zjawiskowy – gdy się rozbijaliśmy było już szaro więc dopiero rano zobaczyliśmy wokół naszego namiotu resztki kamiennego muru i świece – takie same jakie widzieliśmy w prawosławnych kościołach – chyba spaliśmy w ruinach jakieś świątyni…


Ten dzień poświęciliśmy na leniuchowanie na Złotej Plaży. W drodze do sklepu wypytałam o drogę za plażę – wersje były różne – łącznie z taką iż nie można tam dojść pieszo i że musimy popłynąć tam łódką – oczywiście ich łódką;) Jedyne 200h i możemy ruszać! Gdy podziękowałam za pomoc cena za rejs spadła do 60h. Wybraliśmy „pieszy wariant” ponieważ trasa podobno miała być urokliwa. Rzeczywiście taka była!! Klify, skały, morze, wiatr, przestrzeń i brak turystów !


Złota Plaża okazała się kamienista. Wykąpaliśmy się kilka razy, poleżeliśmy na gorących kamieniach i cieszyliśmy się nic „nierobieniem” !!!

Wracając inną drogą natknęliśmy się na ruiny twierdzy. W Bałakławie zjedliśmy obiad i wróciliśmy do Sewastopola żeby przesiąść się na marszrutkę do Siemiz. Po drodze mijaliśmy wielkie ściany skalne!! Jak się potem okazało tylko jedna jest eksplorowana przez wspinaczy. W Siemiz naszym celem było Skrzydło Łabędzia – ładna skała nad samym morzem. Niestety miejscowość ta to spirala ulic w której się trochę gubiliśmy. W końcu trafiliśmy pod skałę – Łukasz zrobił pierwszą drogę co nie spodobało się tutejszym ptakom! Strasznie głośno hałasowały gdy Łukasz był w skale. Postanowiliśmy ich nie drażnić i przenieśliśmy 100m dalej aby rozbić namiot.

0 komentarze:

Prześlij komentarz