Krym - Dzień 2 - Lwów/Symferopol/Bakczysaraj

piątek, 15 maja 2009

O 10.30 siedzieliśmy już w samolocie i zbliżaliśmy się do celu. O 12.20 byliśmy już w Symferopolu. Dziury w pasie startowym nie wiele się różniły do tych na drogach. Pojechaliśmy na PKP po bilety powrotne Symferopol – Lwów (131 Hrywien za osobę). Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od kawy. Kawa w typowej ukraińskiej kawiarni zawiera bardzo dużo cukru – jeżeli pije się gorzką kawę należy wyraźnie zaznaczyć to przed kupnem aby nie dodawano cukru, choć czasem i to nie pomaga. My chcąc mieć pewność co do ilości cukru w kawie udaliśmy się do Mc Donalda na placu Lenina.

Szukając Meczetu Kebir-Dżami trochę zabłądziliśmy i trafiliśmy do symferopolskich slumsów – ogromna pajęczyna drutów elektrycznych przyłączonych na dziko bez żadnych zasad i logiki zrobiła na nas wrażenie.

W oczy kuły nas duże kontrasty – zniszczone domy, dziurawe, zaśmiecone ulice, trawa po kolana, bezdomne psy a przed domem z anteną satelitarną na dachu zaparkowane BMW. Ot dużo takich widoków na Ukrainie! W końcu znaleźliśmy meczet, pokręciliśmy się po starym mieście gdzie większość ulic nosi nazwy Lenina i Marksa a następnie wsiedliśmy w elektriczkę do Bakczysaraju (bilet 6h). Za cel postawiliśmy sobie znalezienie noclegu. Napotkani ludzie polecili nam hotel blisko dworca – komunistyczny budynek odstraszał już na starcie – pani w recepcji zaproponowała nam pokój z telewizorem ale bez ciepłej wody (40h).

Postanowiliśmy poszukać czegoś innego i wylądowaliśmy na prywatnej kwaterze. Wynajęliśmy mały domek z widokiem na skały (30h).

Wzięliśmy prysznic – druga piana zmyła zmęczenie podróżą! Poszliśmy na zakupy - pani sprzedawczyni przekonywała nas że groszek pomimo że jest przeterminowany 3 lata nadaje się do jedzenia – nie uwierzyliśmy jej. Niestety na Ukrainie przeterminowana żywość w sklepach nie jest rzadkością.

0 komentarze:

Prześlij komentarz